5 piosenek, które...
Tutaj będziemy prezentować zestawie 5 piosenek, które są ze sobą w jakiś sposób powiązane.
5 piosenek, których bohaterowie lubią zmieniać kobiety:
Witam serdecznie w nowym dziale portalu, na którym to co jakiś czas zestawiane ze sobą będą piosenki, które w jakiś sposób są ze sobą powiązane. Oczywiście do każdego takiego zestawienia dodany będzie odpowiedni komentarz wyjaśniający, dlaczego te akurat utwory wybrałem i, co najważniejsze, co to za wspólna cecha, która je łączy. Na początek pod lupę bierzemy piosenki o tak zwanych lowelasach, łamaczach serc, bawidamkach, hustlerach czy jak to najprościej można ująć o "łobuzach". I właśnie od jednego takiego łobuza zacznę. A konkretniej od piosenki grupy Boys o "Łobuz" z 1996 roku. Zapraszam do przesłuchania i obejrzenia teledysku:
Łobuz
Historia tej piosenki opowiada o mężczyźnie, którego kochają kobiety. I wcale nie jest mu z tym niedobrze. Co więcej, jak słyszymy, biedaczek nie może nic z tym zrobić, w końcu to nie jego. Działa także jak magnez, wystarczy, że spojrzy na taką dziewuszkę, a po chwili ma ją przy sobie. W teledysku w rolę tytułowego łobuza wciela się sam M. Miller. Jak widzimy dzielnie eksponuje swoje ładnie zbudowane ciało. Uwagę przyciągają też jego interesujące slipy, takie "panterkowate". Widzimy też, jak stara się wyrywać panny w hotelu, na basenie oraz na siłowni, w której to przemieszcza się z "gołą klatą". Warto zwrócić też uwagę na fakt, że mimo, że te panny po nim zawsze płaczą, gdy opuszcza je z rana, to i tak wina leży po ich stronie. W końcu to one zakochały się w takim łobuzie.
Kolejnego piosenkowego "łobuza" nie trzeba szukać daleko. Otóż ten sam Marcin M. wciela się w taką rolę w piosence "Figo Fago". Można śmiało więc powiedzieć, że nasz rodowity zespół wiedzie w tej kategorii prym. Tym razem jednak wykorzystuje tak zwany podryw na furę. Co więcej jest to mercedes na niemieckich blachach. No to już robi niebagatelne wrażenie. Oprócz tego nasz bohater jest już trochę bardziej zbudowany (ten czas spędzony na siłowni bez koszulki zrobił swoje), ale nie eksponuje już tak swojego ciała i slipów. Przyznaje się też do tego, że leci bardziej na ilość niż jakość (wszystko dymać na około i bierzesz, co się da). Nie lubi też dzikich pań. W szczególności takich, które uciekają na drzewo. Ma jednak świadomość tego, że nie ma przez to dobrej opinii na mieście. No ale liczy się fakt, że kolejna świnka została zaliczona i odstawiona na bok. Czyli dużo się od Łobuza nie zmieniło, poza mercedesem i większym bicepsem.
No ale żeby nie było, że tylko Polacy górują w ilości posiadaniach wyrywaczy na 1000 mieszkańców. Inne nacje też mają się czym pochwalić. Jeden z nich wyłonił się całkiem niedawno - Taio Cruz i jego song Break your heart Podobnie jak jego polski kumpel po fachu ma podkręconą furkę, ładne srebrne kabrio. Poszedł jednak troszkę do przodu. Posiada własną motorówkę, którą wozi się z panienkami po gdzieś po jakiejś zatoce. Czyżby wyłonił nam się nowy sposób podrywu?! Na motorówkę. Brzmi nieźle i bardzo zachęcająco. Tak więc Marcin M. musi następnym razem w coś takiego się zaopatrzyć i robić rundki z panienkami po Wiśle. Ale wróćmy do Taio. On chociaż przyznaje się z góry, że złamie serce kobiecie, która będzie miała z nim jakiś kontakt. Nie działa to chyba na jego przyjaciółkę z motorówki, która wydaje się być cały czas szczęśliwa i zadowolona z tego powodu. Pewnie taką frajdę wywołują motorówki. Może i nie jest tak ładnie zbudowany jak Marcin M., ale skórę ma bardzo ładną. I okularki oczywiście też.
Następnego lowelasa odnaleźć możemy w piosence Not in love Enrique Iglesiasa.
Not in love
Zapowiada się dość spokojnie. Przystojny, ale nieporozny chłoposzek wchodzi do klubu. Grzecznie podchodzi do baru. Z wyrazu jego twarzy nie jesteśmy nawet w stanie powiedzieć, że ten osobnik może być wielkim wyrywaczem. No ale może jest to celowy zabieg. Taki bardzo subtelny podryw. Przyznaje się wprawdzie do tego, że nie jest zakochany i to jest tylko faza, przez którą przechodzi. Z drugiej jednak strony jego słowa w porównaniu z wypowiedziami poprzedników są po prostu błahe. Przypomina on po prostu niezdecydowanego faceta, który nie jest pewny swoich uczuć. No ale może Taio Cruz i Marcin M. powinni udzielić mu paru lekcji. Przede wszystkim powinien zacząć od dobrej fury albo motorówki, bo potencjał przecież chłopak ma na pewno.
5 piosenek, których bohaterowie lubią zmieniać kobiety:
Witam serdecznie w nowym dziale portalu, na którym to co jakiś czas zestawiane ze sobą będą piosenki, które w jakiś sposób są ze sobą powiązane. Oczywiście do każdego takiego zestawienia dodany będzie odpowiedni komentarz wyjaśniający, dlaczego te akurat utwory wybrałem i, co najważniejsze, co to za wspólna cecha, która je łączy. Na początek pod lupę bierzemy piosenki o tak zwanych lowelasach, łamaczach serc, bawidamkach, hustlerach czy jak to najprościej można ująć o "łobuzach". I właśnie od jednego takiego łobuza zacznę. A konkretniej od piosenki grupy Boys o "Łobuz" z 1996 roku. Zapraszam do przesłuchania i obejrzenia teledysku:
Łobuz
Historia tej piosenki opowiada o mężczyźnie, którego kochają kobiety. I wcale nie jest mu z tym niedobrze. Co więcej, jak słyszymy, biedaczek nie może nic z tym zrobić, w końcu to nie jego. Działa także jak magnez, wystarczy, że spojrzy na taką dziewuszkę, a po chwili ma ją przy sobie. W teledysku w rolę tytułowego łobuza wciela się sam M. Miller. Jak widzimy dzielnie eksponuje swoje ładnie zbudowane ciało. Uwagę przyciągają też jego interesujące slipy, takie "panterkowate". Widzimy też, jak stara się wyrywać panny w hotelu, na basenie oraz na siłowni, w której to przemieszcza się z "gołą klatą". Warto zwrócić też uwagę na fakt, że mimo, że te panny po nim zawsze płaczą, gdy opuszcza je z rana, to i tak wina leży po ich stronie. W końcu to one zakochały się w takim łobuzie.
Kolejnego piosenkowego "łobuza" nie trzeba szukać daleko. Otóż ten sam Marcin M. wciela się w taką rolę w piosence "Figo Fago". Można śmiało więc powiedzieć, że nasz rodowity zespół wiedzie w tej kategorii prym. Tym razem jednak wykorzystuje tak zwany podryw na furę. Co więcej jest to mercedes na niemieckich blachach. No to już robi niebagatelne wrażenie. Oprócz tego nasz bohater jest już trochę bardziej zbudowany (ten czas spędzony na siłowni bez koszulki zrobił swoje), ale nie eksponuje już tak swojego ciała i slipów. Przyznaje się też do tego, że leci bardziej na ilość niż jakość (wszystko dymać na około i bierzesz, co się da). Nie lubi też dzikich pań. W szczególności takich, które uciekają na drzewo. Ma jednak świadomość tego, że nie ma przez to dobrej opinii na mieście. No ale liczy się fakt, że kolejna świnka została zaliczona i odstawiona na bok. Czyli dużo się od Łobuza nie zmieniło, poza mercedesem i większym bicepsem.
No ale żeby nie było, że tylko Polacy górują w ilości posiadaniach wyrywaczy na 1000 mieszkańców. Inne nacje też mają się czym pochwalić. Jeden z nich wyłonił się całkiem niedawno - Taio Cruz i jego song Break your heart Podobnie jak jego polski kumpel po fachu ma podkręconą furkę, ładne srebrne kabrio. Poszedł jednak troszkę do przodu. Posiada własną motorówkę, którą wozi się z panienkami po gdzieś po jakiejś zatoce. Czyżby wyłonił nam się nowy sposób podrywu?! Na motorówkę. Brzmi nieźle i bardzo zachęcająco. Tak więc Marcin M. musi następnym razem w coś takiego się zaopatrzyć i robić rundki z panienkami po Wiśle. Ale wróćmy do Taio. On chociaż przyznaje się z góry, że złamie serce kobiecie, która będzie miała z nim jakiś kontakt. Nie działa to chyba na jego przyjaciółkę z motorówki, która wydaje się być cały czas szczęśliwa i zadowolona z tego powodu. Pewnie taką frajdę wywołują motorówki. Może i nie jest tak ładnie zbudowany jak Marcin M., ale skórę ma bardzo ładną. I okularki oczywiście też.
Następnego lowelasa odnaleźć możemy w piosence Not in love Enrique Iglesiasa.
Not in love
Zapowiada się dość spokojnie. Przystojny, ale nieporozny chłoposzek wchodzi do klubu. Grzecznie podchodzi do baru. Z wyrazu jego twarzy nie jesteśmy nawet w stanie powiedzieć, że ten osobnik może być wielkim wyrywaczem. No ale może jest to celowy zabieg. Taki bardzo subtelny podryw. Przyznaje się wprawdzie do tego, że nie jest zakochany i to jest tylko faza, przez którą przechodzi. Z drugiej jednak strony jego słowa w porównaniu z wypowiedziami poprzedników są po prostu błahe. Przypomina on po prostu niezdecydowanego faceta, który nie jest pewny swoich uczuć. No ale może Taio Cruz i Marcin M. powinni udzielić mu paru lekcji. Przede wszystkim powinien zacząć od dobrej fury albo motorówki, bo potencjał przecież chłopak ma na pewno.
